LEGENDA

Błogosławiona mgła
Minęły już dwie niedziele, jak za mniszkami zamknęła się brama pienińskiego zameczku. Tak naprawdę nie zamek to był, a stanica rycerska, przeznaczona nie dla delikatnych niewiast, a dla rycerskiej stróży. W zniesiony na niedostępnej skale, miał mury poprzerastane kamieniem, bramę, przez którą ledwie jeden konny się przecisnął i ukrytą furtę prowadzącą prosto w przepaść, gdyż tylko zadomowiony tu człowiek trafiał z niej na stromą perć. Za całe mieszkanie musiała wystarczyć na wpół kuta w skale piwnica, przeznaczona dla koni załogi i dwie ciasne izby w jedynej tu baszcie. Konie zamkowe musiały też być przyuczone do skalistych ścieżek i przepaści; inne stawały dęba, chrapał, nie chciały postąpić kroku dalej. Pośrodku na niewielkim dziedzińcu, a właściwie szerzynie pomiędzy murem a skałą, sterczała kamienna cysterna na wodę deszczową, bo innej warownia nie miała. Ciężko było znaleźć zagubioną w skałach i lasach twierdzę, ciężko ją zdobyć, ale także nielekko było w niej żyć. Przekonały się o tym mniszki już po paru dniach. Dokuczai im ziąb ciągnący od murów i kamieni, brak drewna na opał w jedynym tu kominie służącym zarazem za kuchnię i dające ciepło ognisko. Brakowało jedzenia, okrycia, słowem wszystkiego. Opuściły wszak zaciszny sądecki klasztor w pośpiechu na wieść o zbliżającej się tatarskiej nawale. Nie było czasu, by przygotować się do podróży. Z niewielu zabranych rzeczy i tak część zostawiły po drodze; zabrakło im sił, by z tobołami wędrować przez lasy, skały, wąwozy. Przywiodła je tu sama ksieni sądecka - Kinga - wdowa po księciu Bolesławie Wstydliwym. Ta córka węgierskiego króla całe życie spędzała jak mniszka, w cnocie czystości i ubóstwa, a po śmierci małżonka opuściła krakowski dwór, by z garstką sióstr osiąść w założonym przez siebie klasztorze. O jej świętości ludzie opowiadali cuda. Już raz pienińska stanica była miejscem schronienia Kunegundy Bolesławowej, kiedy wiele lat temu wraz z małżonkiem i częścią dworu ukryła się w tym górskim ostępie przed Tatarami. Teraz przyprowadziła tu siostry w nadziei, że nie dosięgnie ich ręka pohańca. Dzień płynął za dniem, las dookoła szumiał, w murach i skałach hulał zimny wiatr. Mniszki kuliły się przy ogniu zapalanym tylko raz dziennie dla oszczędności. Raz dziennie dzieliły też między siebie nieco strawy. Resztę czasu spędzały na niezbędnym krzątaniu się koło wspólnego skromnego gospodarstwa i na modlitwie. Zwłaszcza Kinga modliła się żarliwie nie tylko o ich ocalenie, ale także za wszystkich mordowanych, gnanych w niewolę, pohańbionych. Dowódca tatarskiego czambuliku - Abu Bej - który zapędził się aż tu, w niedostępne góry, dowiedział się o istnieniu zameczku i o ukrytych w nim mniszkach od złapanego po drodze pachołka. Ten nie uląkł się wprawdzie gróźb i obiecywanych tortur, ale gdy przebiegły Bej niby od niechcenia wysypał przed nim mieszek błyszczących kamieni, pereł i złotych monet - powiedział wszystko. Zaraz potem zawisł na pobliskim smereku. Ucieszył się Abu Bej niezmiernie! Jeżeli mniszki uciekły z klasztoru - mają ze sobą z pewnością skarby. Niejeden klasztor, niejeden kościół splądrowali i coś o tym wiedzą. Poza tym wiele z nich musi być ładnych i młodych - w sam raz przydadzą się do haremów i niezły grosz można będzie wziąć na targowiskach za te niewiasty. Droga w górach i skałach im nie straszna, a zamek broniony przez kobiety - śmiechu warta zabawa ! Jeszcze tego samego dnia czambulik ruszył w stronę zameczku. Dobrze się im dała ta droga we znaki! Konie nie chciały iść po ścieżkach nad przepaściami; trzeba było je ciągnąć za uzdy samemu uważając, by nie runąć w przepaść. Dokuczało zimno i wiatr. Wreszcie jednak w skałach ujrzeli mury, basztę, bramę. Dzięki Allachowi! Teraz rozłożą się w lesie, wśród kamieni na noc, a rankiem zagarną stanicę, by wieczorem znaleźć się z powrotem na trakcie. Wieść o przybyciu pogan pierwsza przyniosła siostra Lucyna. Już się zmierzchało, kiedy poszła po wodę,do cysterny i wtedy usłyszała coś jakby śpiew, zawodzenie, pohukiwanie. Drżąc z lęku podeszła pod mur, spojrzała przez strzelniczą szczelinę i z krzykiem pobiegła do sióstr. Pod murami w lesie płonęły ogniska, a siedzący dookoła nich odziani w skóry, mali, skośnoocy wojownicy piekli kawałki mięsa nadziane na końce noży. Ich to śpiewy - nie śpiewy zwabiły siostrę Lucynę. Boże Miłosierny! Tatarzy! Oprócz zakonnic załogę stanowiło zaledwie kilku pa-chołków. Jak się tu bronić? Całą noc modliły się mniszki o oddalenie wroga lub o śmierć dla siebie. Całą noc Kinga leżała krzyżem. Ledwie się rozwidniło, Tatarzy z wyciem ruszyli ku murom. Przywitał ich wprawdzie grad kamieni, wrząca smoła i strzały z łuku, ale co to była za obrona! Stawiany opór zaskoczył jednak i rozwścieczył zdobywców. Musieli się cofnąć zabierając paru rannych. Przeklęte mniszki! Szczupła załoga dzielnie odpierała szturm za szturmem. Nie na wiele się to jednak zdało. Kiedy ostatni pachołek osunął się na ziemię przeszyty strzałą, siostry straciły resztki nadziei. Zbite w gromadkę powtarzały już tylko słowa litanii za ksienią Kingą. Abu Bej ciskał się i złorzeczył! Mieli zdobyć ten nędzny zamek w pierwszym szturmie, a tu już słońce dochodzi południa, a oni dalej stoją pod murami! Wzięli się łucznicy do pracy. Poleciał deszcz strzał ku murom. Naraz - co się dzieje? Szare, ciężkie chmury przesłaniają słońce, z dołu, z lasu i przepaści sunie ku górze mgła, lepka, wilgotna mgła. Już podeszła pod ich nocne obozowisko, już sięgnęła murów, już zakryła szczelną białą zasłoną basztę. Nie ma już zamku, lasu, skał. Próbują znaleźć się w tej białej oćmie, dotrzeć do pozostawionych w drzewach poniżej koni. Nic z tego! Nie widać niczego na wyciągnięcie ręki. Wszędzie biało i biało! Co chwila któryś z wojowników wali się w dół, w otchłań, ze śmiertelnym krzykiem. Zatracili się całkiem w tej mgle. Już nie wiadomo gdzie jest perć, gdzie zamek, las, przepaście. Tylko hen z góry płynie przedziwny śpiew. Mniszki klęczą na spowitym mgielnym welonem dziedzińcu i śpiewają ile sity dziękczynne Te Deum.Tylko Kinga trwa z pokornie pochyloną głową, z rękami złożonymi na piersiach i szepcze: - Żeś też Panie dla niegodnej sługi swojej ten cud uczynić raczył - bądź pochwalony teraz i na wieki!

Szczawnica.net Wszelkie prawa zastrzeżone.